Znowu myślę o śmierci....Znów przegrywam sama ze sobą i upadam na dno.... Potrzebuję pomocy, teraz, natychmiast bo inaczej oszaleję....
Nienawidzę swojego ciała, bo jest wstrętne...
Mam dość tych skurwysynów wokół mnie i ich wiecznego pierdolenia....
Każdy potrafi tylko mielić ozorem, dawać rady, a tak naprawdę chuja o mnie wie !!!!!!!
Nikt nie rozumie jak to jest żyć w klatce swojego umysłu i nie radzić sobie z tym co mnie otacza. Zamiast o życiu, myślę o śmierci.
CZYJA TO JEST, KURWA, WINA??????????
Czy dopiero, gdy spocznę w urnie, to wszyscy zrozumieją jak bardzo potrzebowałam uwagi i zrozumienia, a nie wiecznej krytyki?
Nie potrafię się kontrolować, mam wrażenie, że żyją we mnie dwie osoby, które mają skrajnie rózne poglądy i charaktery. Nie umiem się ogarnąć chociaż tak bardzo chcę .....
poniedziałek, 26 marca 2012
niedziela, 4 marca 2012
Więcej czadu!!!
Oglądaliście film "więcej czadu" z młodym Christianem Slaterem?
Oddałabym wszystko by żyć w tamtych czasach wśród takich ludzi. Bo oni byli spragnieni prawdy. Dzisiaj prawda sprawia, że ludzie Cię nienawidzą.
Czy mam się przejmować? Chyba już nie warto. Może powinnam naprawdę odrzucić wszystko i stać sie taka jaką oni mnie widzą? Mam dopiero 23 lata, a każdy chce bym zachowywała się jak kobieta, która przeżywa już połowę życia.
Mam prawo być nieodpowiedzialna, mam prawo popełniać błędy, bać się i pragnąć wolności. Przede wszystkim mam jednak prawo do własnego zdania i łamania schematów. Czy kogoś tym obrażam? Ponoć obrazić można tego, komu powie się niewygodną prawdę. Ale czy to moja wina? Każdy odpowiada za siebie i nie moja wina, że ktos ma takie życie, a nie inne. Jeśli jest się zadowolonym z siebie to nie dba się o opinie innych, więc co sprawia, że ludzi tak boli gdy coś im powiem?
W jakim ja żyję środowisku? Czasami mam ochotę spakować rzeczy i wyjechać stąd gdzies daleko, tam gdzie ludzie mają do siebie dystans. Tyle ludzi się na mnie poobrażało - jedno ludzkie ścierwo nawet uderzyło, tylko dlatego, że usłyszały PRAWDĘ.
Raz ktoś powiedział mi, że mam słaby charakter - chyba jednak nie, bo inaczej poddałabym się i stała taka jak reszta. Ja jednak wciąż jestem inna. Boję się, łatwo popadam w smutek i płaczę zbyt często niż wymaga tego sytuacja, ale dalej widzę co jest czarne, a c białe. Reszta widzi tylko szarość.
Amen
Oddałabym wszystko by żyć w tamtych czasach wśród takich ludzi. Bo oni byli spragnieni prawdy. Dzisiaj prawda sprawia, że ludzie Cię nienawidzą.
Czy mam się przejmować? Chyba już nie warto. Może powinnam naprawdę odrzucić wszystko i stać sie taka jaką oni mnie widzą? Mam dopiero 23 lata, a każdy chce bym zachowywała się jak kobieta, która przeżywa już połowę życia.
Mam prawo być nieodpowiedzialna, mam prawo popełniać błędy, bać się i pragnąć wolności. Przede wszystkim mam jednak prawo do własnego zdania i łamania schematów. Czy kogoś tym obrażam? Ponoć obrazić można tego, komu powie się niewygodną prawdę. Ale czy to moja wina? Każdy odpowiada za siebie i nie moja wina, że ktos ma takie życie, a nie inne. Jeśli jest się zadowolonym z siebie to nie dba się o opinie innych, więc co sprawia, że ludzi tak boli gdy coś im powiem?
W jakim ja żyję środowisku? Czasami mam ochotę spakować rzeczy i wyjechać stąd gdzies daleko, tam gdzie ludzie mają do siebie dystans. Tyle ludzi się na mnie poobrażało - jedno ludzkie ścierwo nawet uderzyło, tylko dlatego, że usłyszały PRAWDĘ.
Raz ktoś powiedział mi, że mam słaby charakter - chyba jednak nie, bo inaczej poddałabym się i stała taka jak reszta. Ja jednak wciąż jestem inna. Boję się, łatwo popadam w smutek i płaczę zbyt często niż wymaga tego sytuacja, ale dalej widzę co jest czarne, a c białe. Reszta widzi tylko szarość.
Amen
sobota, 3 marca 2012
Preludium
Wszyscy mówią nam jak żyć.
Telewizja mówi nam jak żyć. Społeczeństwo mówi jak żyć, rodzina mówi jak żyć. Najlepsze jest to,że recepta na udane życie jest zaskakująco prosta: jesli jesteś kobietą, to Twoim jedynym celem ma być szybkie wyjście za mąż, urodzenie stada dzieci i ich wychowywanie, a potem praca i dbanie o dom i rodzinę do usranej śmierci. Oczywiście w międzyczasie dostaniesz setki innych rad odnośnie wyboru odpowiednio bogatego i zaradnego mężczyzny, postępowania z nim, a także całe multum rad jak dobrze wychować dziecko by ono również żyło wg ściśle ustalonych, społecznych norm, a każdą próbę jego buntu powinnaś dusić już w zarodku.
Masz być idealną żoną, matką, panią domu, która z uśmiechem na twarzy żyje w zgodzie ze wszystkimi wokół i słucha dobrych rad jakże życzliwych osób, które również mają tak idealne i wspaniałe życie. Inaczej nie będziesz szczęśliwa. Nie możesz być, a jeśli jesteś to znaczy, że coś z Tobą nie tak.Przecież kobieta bez dziecka nie jest kobietą - niektórzy posuną się nawet do wykluczenia jej z rasy ludzkiej. Masz inne marzenia? To źle, wręcz tragicznie! W normalnym, szczęśliwym życiu nie ma miejsca na marzenia, a jeśli już to te w rodzaju "kolejne dziecko, lepszy samochód, większy dom, więcej zer na koncie". Stawiasz na duchowy rozwój, na spełnianie swoich, i tylko swoich, potrzeb? Jesteś wstrętną egoistką, która powinna zdechnąć w pustym, ciemnym kącie.
Nie wzięłaś ślubu w kościele przed bogiem, w którego nawet nie wiesz czy wierzysz? Jesteś zwykłą dupodajką i kurwą (oczywiście jak weźmiesz ślub, z kurwy staniesz się żoną - cud błękitnooki, czyż nie?)
Tak to właśnie wygląda, a przykłady można mnożyć i mnożyć. Najciekawsze jest tylko to, że jeśli sama spróbujesz dawać rady "życzliwym" natychmiast napotkasz opór, złość i riposty w stylu: "zajmij się sobą", "wiem co robię, odczep się", "nie interesuj się".
Od kilku tygodni słyszę krążące nad moja głową teksty, że powinnam myśleć o ślubie i dzieciach. Budzi to we mnie odruch politowania... Wielu ludzi mnie ocenia, nie zamieniając ze mną słowa. Oceniają mnie ludzie, którzy sami są dalecy od ideału. A ja te wszystkie złote rady mam głęboko w dupie, wiecie czemu?Bo wiem, że one nie wynikają z troski, tylko z obawy, że moje życie okaże się odrobinkę lepsze. Śmieszy mnie przechwalanie się coraz to nowymi rzeczami, pieniędzmi czy nie wiadomo czym jeszcze. Chcą bym weszła do gry i grała ich kartami, bym stała się taka jak oni, wtedy będą mogli dowartościować swoje zaniżone ego.
Obserwuję tą grę od dawna. Chore zawody kto ma lepiej, czyje dziecko/dom/samochód jest lepszy. I jedyne co podziwiam to konsekwencję w byciu totalnym debilem i bezmózgiem. Gdy ja nie podejmuję wyzwania i zaczynam żyć po swojemu napotykam ostrą krytykę. Ludzie mówią Ci, że się zmieniasz wtedy, gdy przestajesz spełniać ich oczekiwania. Od tej pory wszystko co zrobisz jest złe. Ale to inna bajka, która opiszę przy okazji, ponieważ wymaga przejścia w te odmęty mojej duszy, których nie chcę odwiedzać gdy za oknem jest tak pięknie. Miłego dnia!
Telewizja mówi nam jak żyć. Społeczeństwo mówi jak żyć, rodzina mówi jak żyć. Najlepsze jest to,że recepta na udane życie jest zaskakująco prosta: jesli jesteś kobietą, to Twoim jedynym celem ma być szybkie wyjście za mąż, urodzenie stada dzieci i ich wychowywanie, a potem praca i dbanie o dom i rodzinę do usranej śmierci. Oczywiście w międzyczasie dostaniesz setki innych rad odnośnie wyboru odpowiednio bogatego i zaradnego mężczyzny, postępowania z nim, a także całe multum rad jak dobrze wychować dziecko by ono również żyło wg ściśle ustalonych, społecznych norm, a każdą próbę jego buntu powinnaś dusić już w zarodku.
Masz być idealną żoną, matką, panią domu, która z uśmiechem na twarzy żyje w zgodzie ze wszystkimi wokół i słucha dobrych rad jakże życzliwych osób, które również mają tak idealne i wspaniałe życie. Inaczej nie będziesz szczęśliwa. Nie możesz być, a jeśli jesteś to znaczy, że coś z Tobą nie tak.Przecież kobieta bez dziecka nie jest kobietą - niektórzy posuną się nawet do wykluczenia jej z rasy ludzkiej. Masz inne marzenia? To źle, wręcz tragicznie! W normalnym, szczęśliwym życiu nie ma miejsca na marzenia, a jeśli już to te w rodzaju "kolejne dziecko, lepszy samochód, większy dom, więcej zer na koncie". Stawiasz na duchowy rozwój, na spełnianie swoich, i tylko swoich, potrzeb? Jesteś wstrętną egoistką, która powinna zdechnąć w pustym, ciemnym kącie.
Nie wzięłaś ślubu w kościele przed bogiem, w którego nawet nie wiesz czy wierzysz? Jesteś zwykłą dupodajką i kurwą (oczywiście jak weźmiesz ślub, z kurwy staniesz się żoną - cud błękitnooki, czyż nie?)
Tak to właśnie wygląda, a przykłady można mnożyć i mnożyć. Najciekawsze jest tylko to, że jeśli sama spróbujesz dawać rady "życzliwym" natychmiast napotkasz opór, złość i riposty w stylu: "zajmij się sobą", "wiem co robię, odczep się", "nie interesuj się".
Od kilku tygodni słyszę krążące nad moja głową teksty, że powinnam myśleć o ślubie i dzieciach. Budzi to we mnie odruch politowania... Wielu ludzi mnie ocenia, nie zamieniając ze mną słowa. Oceniają mnie ludzie, którzy sami są dalecy od ideału. A ja te wszystkie złote rady mam głęboko w dupie, wiecie czemu?Bo wiem, że one nie wynikają z troski, tylko z obawy, że moje życie okaże się odrobinkę lepsze. Śmieszy mnie przechwalanie się coraz to nowymi rzeczami, pieniędzmi czy nie wiadomo czym jeszcze. Chcą bym weszła do gry i grała ich kartami, bym stała się taka jak oni, wtedy będą mogli dowartościować swoje zaniżone ego.
Obserwuję tą grę od dawna. Chore zawody kto ma lepiej, czyje dziecko/dom/samochód jest lepszy. I jedyne co podziwiam to konsekwencję w byciu totalnym debilem i bezmózgiem. Gdy ja nie podejmuję wyzwania i zaczynam żyć po swojemu napotykam ostrą krytykę. Ludzie mówią Ci, że się zmieniasz wtedy, gdy przestajesz spełniać ich oczekiwania. Od tej pory wszystko co zrobisz jest złe. Ale to inna bajka, która opiszę przy okazji, ponieważ wymaga przejścia w te odmęty mojej duszy, których nie chcę odwiedzać gdy za oknem jest tak pięknie. Miłego dnia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)