I thought I died without conclusion
But you know what? I give you your revolution
Your bloody acts signed me forever
I’m like a freak removed from heaven.
-Infected Rain
Słuchając tej piosenki czuję się jakby śpiewano o moim życiu. Słowo w słowo. Już dawno przestała cieszyć mnie muzyka, ale na szczęście od jakiegoś czasu znów potrafię czerpać z niej siłę, znów słuchając wrzasków i gitar potrafię wykrzesać z siebie gniew. Gniew jest dobry, bo daje mi moc, sprawia, że jestem taka jak chce być, oddala lęki i wstyd.
Dawniej gniew mnie niszczył, bo przejmował nade mną kontrolę, czynił mnie słabą, śmieszną w oczach innych, zatruwał moje myśli, niszczył umysł. Teraz uczę się go kontrolować i chociaż czasem jeszcze nie potrafię, to i tak udaje mi się zamienić go w siłę i motywację do działań. I to mnie cieszy. Daje mi nadzieję, że jeśli będę dalej pracować nad sobą to wszystkie słabości zamienię w siłę i moje myślenie się zmieni.
Gdy patrzę na swoją rodzinę - na to jakie błędy popełniają wciąż od nowa - pragnę z całego serca być inna. Zawsze chciałam być taka jak reszta, a teraz cieszę się, że jestem "czarną owcą". Jakoś nie napawa mnie radością możliwość, że stanę się kimś dla kogo pieniądz jest bogiem, albo niewolnikiem swojej agresji i żalu. A tak niestety jest w mojej rodzinie - chociaż nikt się do tego nie przyzna.
A ja nie chcę, nie chcę, nie chcę takiego życia!
Jedyne czego pragnę to żyć w zgodzie ze sobą i znaleźć sens w życiu - choćby najbardziej błahy powód. Obecnie jest nim "Margot" (niech pozostanie tajemnicą czym jest) i mam nadzieję, że otworzy mi drogę do spełnienia największego z moich marzeń :) oraz moja (dorywcza, ale zawsze jakaś) praca, która daje mi satysfakcję, że robię coś dla innych. W końcu pisanie opowiadań terapeutycznych dla dzieci ma jakiś sens.
Kończę swoje wieczorne rozmyślania i życzę Wam miłej nocy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz